października 06, 2017

Rękodzieło - oczekiwania vs rzeczywistość, czyli o moich porażkach słów kilka



Stało się, po latach grzebaniny w najróżniejszych technikach jakie mi w łapska wpadły nadszedł moment kiedy stwierdzam, że zaraz mnie szlag jasny trafi na miejscu i pierdyknę to co teraz robię przez okno prosto do sąsiada :P To z kolei skłoniło mnie do napisania o tych wszystkich pomysłach i oczekiwaniach jakie człowiek ma biorąc się za jakąś formę pracy plastycznej - uwaga! będą drastyczne zdjęcia moich mniej lub bardziej spektakularnych porażek ;P 


no tak, to jest dobre, miał być taki piękny odcisk mojego bukietu ślubnego jak na zdjęciu... ''Zrobię sobie'' pomyślałam...

Pięć lat temu zakładając tego bloga chciałam dzielić się swoimi pomysłami jak zrobić to czy tamto, tworzyłam raczej niewymagające ozdoby i pokazywałam cały proces krok po kroku. Z czasem (kiedy dorwałam się już do szybszego internetu, odkryłam pinterest i skombinowałam lepszy aparat) zaczęłam brać się za coraz trudniejsze rzeczy, decoupage, szycie, filcowanie, malowanie na szkle (3 dni roboty bez przerwy!). Nabrałam takiej (zgubnej oczywiście) pewności w swoje umiejętności, że przy wypróbowywaniu nowej techniki wybierałam na pierwszą pracę coś trudnego i pracochłonnego :P Zazwyczaj wyglądało to tak, że najpierw byłam pewna, że się uda, później wściekałam się niemiłosiernie bo jednak się nie udawało, a ostatecznie jakoś udawało mi się 'wybrnąć' i z efektu końcowego byłam zadowolona. Później już tylko pstryk pstryk - ładne zdjęcia na bloga i gotowe ;) Kolejny sukces! Ale zdarzały się też pomysły, z którymi przegrałam koncertowo ;) Tych oczywiście na blogu nie pokazywałam, no bo kto chciałby zobaczyć jak stworzyć pokracznego kurczaka, białego kruka wyglądającego jak...mewa (i nadal bez oczu bo rozmiaru znaleźć nie mogłam:/) czy ocieplacz na kubek, który jakimś cudem przypomina bardziej  brodatego dziada niż lisa, którym miał być :P Moja myśl na dzisiaj - czasem tak bywa, że nie wychodzi, jeśli próbujesz czegoś pierwszy raz i nie wyjdzie, nie ma się czym przejmować, trzeba spróbować jeszcze raz aż do skutku :) Te moje wynurzenia mają Wam po prostu dać znać, że mimo cudnych zdjątek fajnych dekoracji i ozdób mi też się nie udaje :P 
Jak nie wyjdzie Wam w jednym, spróbujcie czegoś innego! Mam znajomego, który tworzy cuda w quillingu jednocześnie twierdząc, że do czegoś innego... nie miałby cierpliwości :P (a robi prace zajmujące kilka dni, a nawet tygodni pracy). Ciekawe, prawda? :)
No, tak więc poniżej zdjęcia moich tragikomedii dla ewentualnego polepszenia samopoczucia (oczywiście nie mojego;P)


Historia taka: kupiłam trzy opakowania gliny, powciskałam kilka kwiaciorów (w  tym sztuczną piwonię bo moje ślubne już zdechły) i przejechałam jeszcze wałkiem, najpierw myślałam sobie 'wow, ale będę miała fajny tutorial na bloga, no i jaka pamiątka!'. Po etapie na zdjęciu powyżej stwierdziłam, już, że to była gruuuba pomyłka :P Bo wyszło coś takiego dziwnego i już nawet nie próbowałam tego zalewać gipsem, bo tylko bym tę glinę na amen zmarnowała, a tak to się może chociaż do czegoś innego przyda :P Mówię Wam, tragejszyn.
Ale UWAGA! - jeśli przypadkowo wiecie jak takie odlewy roślin w gipsie zrobić to błagam o wskazówki :) Mam jeszcze kwiatki, które chciałabym tak uwiecznić ;)


Czasami coś tam uszyję prostego jak trzeba, podusię jakąś, skarpetę na święta, czy coś. Na nieszczęście, szefowa-królowa wymyśliła sobie na kiermasz szkolny , że mam z dzieciakami szyć kurczaki jak ten, którego kupiła w kwiaciarni... Peeewnie, pikuś to przecież, nauczyć szyć kogoś kto nawet nitki nawlec nie umie. No, ale ok, spróbowałam najpierw sama i ehm... mi też jakoś tak nie do końca dobrze poszło :P Wybitnie nie poszło, właściwie ;) No i jakoś się te kurczaki nie sprzedały...


O moim dziwnym jeleniu i lisie-lwie pewnie pamiętacie, chociaż może staraliście się zapomnieć... ;)


Eh, no nic, więcej nie będę już przytaczać bo znowu mnie chandra jesienna dorwie :P
Trzymajcie się ciepło! :)


Pozdrawiam ;))


27 komentarzy:

  1. Mało kto ma odwagę pokazywać nieudane rzeczy, więc podziw i szacunek. A każda osoba zajmująca się rękodziełem ma takie w swojej "karierze". Trzeba też czasem samokrytycyzmu, bo nie raz widziałam w necie np. pudełka decoupage, na które przyklejony był na chama kawałek serwetki i chwalono się takim dziełem, ba nawet wystawione do sprzedaży takie cuda się zdarzały.
    Nieważne ile nieudanych tworów Ci wyszło, ważne, że te udane (jestem wielbicielką Twoich filcowanek), to arcydzieła.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) chyba będę musiała w takim razie (a propos filcowania) wstawić zdjęcia czarnego jamnika, który wygląda jak owczarek (i obecnie służy mi jako źródło czarnej wełny kiedy trochę potrzebuję) i tego nieszczęsnego białego kruka/mewy :P

      Usuń
  2. Bywa, że nasze wyobrażenia przerastają końcowy projekt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety ;) na szczęście zazwyczaj przeważają raczej te udane :)

      Usuń
  3. Ojej genialny post :-)
    Szacunek. Mi też nie zawsze wszystko wychodziło, eraz po prostu robie techniki ktore luvie i umiem robic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;D ja jednak lubię spróbować coś nowego od czasu do czasu i wtedy bywa różnie :P

      Usuń
  4. o kurczę, co za post :D mega dystans do swojej twórczości, podziwiam :D podoba mi się pomysł :) zapraszam do siebie! http://juliamickiewicz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. heh wiesz co? ja bym była przeszczęśliwa jakby mi tak nie wychodziło :D a tak serio, podziwiam tych którzy potrafią się porażkami nie zniechęcić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny post, uśmiałam się :) tak naprawdę chyba wszystkim czasem coś nie wychodzi tylko nie zawsze się tym chwalimy. A w sumie dlaczego nie? Brawa za dystans. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Każdy ma nieudane tworki za sobą:) Moje sutaszowe kolczyki były takimi gnieciuchami, pierwsze kartki bardzo płaskie z naciapanymi elementami, aniołki z masy jakby robił trzylatek:))) Ważne, że dostrzegamy te wady, poprawiamy, douczamy się by następnym razem wyszło jak trzeba.
    Miałam kilka prób z odlewami roślin w glinie. Aby był jakiś efekt wybieraj do odcisków te o wyraźnej fakturze - igły sosny, gałązki cieniutkie, drobniutkie owoce, małe szyszki, szyszeczki olchy czy liście z grubym unerwieniem. Im mniej tym ładniejsze odciski.
    Zajrzyj do moich studentów tu: http://tworzywoart.blogspot.com/2017/01/gipsowy.html#comment-form
    Fajnie wyszło.
    P.S. Może wiesz jak przywrócić glinę do życia. Stwardniała na kamień pomimo trzymania w mokrych szmatkach.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli glina,której używacie to tak zwykła samoutwardzalna,tak? 🙂 a kiedy stwardnienie zalewamy gipsem i to wszystko? 😊 ja to bym chciała jakiś szczegółowy tutorial 😜 Co do gliny to ja tą swoją zwinelam i dobrze zmoczyłam zanim zdążyło wyschnąć, zawsze chowam taką dobrze namoczoną do szczelnej foliówki, a nawet dwóch, zazwyczaj trzyma się dobrze i długo 🙂 Pozdrawiam i dzięki za odwiedziny 😊

      Usuń
  8. Rękodzieło jest tak czy siak fajne! Nawet jak wyjdzie coś "dziwnego" to przynajmniej jesteśmy kreatywni i robimy coś o wiele lepszego niż spędzanie popołudnia przed TV! :)

    Pozdrawiam, Tak Po Prostu BLOG :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o to to! dokładnie :) lepiej jak nie wyjdzie coś kreatywnego niż siedzenie w tym czasie przed tv (albo fb:P)

      Usuń
  9. Też mam swoje wytwory, które straszą - na razie tylko mnie :) więc brawo za odwagę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. jak to mowia trening czyni mistrzem, a mnie sie Twoje kurczaki bardziej podobaja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, ale chyba nie uwierzę w te kurczaki :P

      Usuń
  11. nie poddawaj się i próbuj , ja tez szukam swojej drogi :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję za "banan" na mojej twarzy...uśmiałam się tak życzliwie...nie złośliwie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Od razu nikt nie jest mistrzem w danej technice, ale ćwiczenia, czas i praktyka robią swoje. :D Ja czasem takie swoje "poTworki" poprawiam do bólu albo w ogóle coś innego z nich robię, ale niektóre - tak na pamiątkę -sobie zostawiam. :) Zawsze po latach mogę mieć powód do śmiania się z samej siebie i z tych nie całkiem udanych projektów (aczkolwiek niektóre moje poTworki nawet po dłuuugim czasie mnie przerażają ;).

    Pozdrawiam i życzę dużo kreatywnych pomysłów,
    Adrianna - Adzik tworzy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie od razu Rzym zbudowano. Trzeba mieć wiele odwagi i świadomość wartości własnego rękodzielnictwa, by pokazywać nieudane projekty :) Dzięki temu osoby początkujące mogą się przekonać, że zawsze na początku nie jest tak kolorowo, jakbyśmy sobie tego życzyli :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaciekawił mnie Twój blog. Fajnie, że piszesz też o tym, co w Twojej ocenie nie udało się. Życzę wielu niebanalnych pomysłów!

    OdpowiedzUsuń
  16. Szczerze? Ja bym nie zrobiła to lepiej! I tak mi się podoba :) Haha!

    OdpowiedzUsuń
  17. A mi się podobają! Kurczak i lis są obłędne :) Urocze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurczak został rzucony psu na pożarcie :P Niestety nawet on pogardził i kurczaka nie chciał... ;)

      Usuń

Wypowiadając się na blogu zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych.

Copyright © 2014 Speckled Fawn , Blogger