października 15, 2017

Moja suknia ślubna od krawcowej - czy warto?



Długa zbierałam się do napisania tego posta :) Ta suknia ślubna ma tak długą i zagmatwaną historię, że nie łatwo mi ją sensownie opisać ;) Ale spróbuję najlepiej jak umiem :P 

Od początku wiedziałam, że na pewno nie będę chciała sukni typu beza z mnóstwem warstw tiulu i koronki, do tego jeszcze z kołem, które powiększa całość razy dwa. Nigdy mi się takie suknie nie podobały, no i szczerze mówiąc średnio dobrze mi się kojarzą. Ruszyłam więc na pinterest w poszukiwaniu inspiracji :D Po wieeelu godzinach natknęłam się na tę i już byłam zdecydowana, że koniecznie chcę identyczną :) (pomijając dekolt na plecach - w tym bym się nie czuła)

źródło
Co do koloru to najpierw myślałam o ecru, ale widząc suknie w tym kolorze na żywo u krawcowej stwierdziłam, że całość byłaby jednak... za jasna :P Wymyśliłam więc taki jakby beż z elementami złota.
Krawcową (dziewczynę w podobnym wieku) poleciła mi koleżanka. No więc któregoś dnia po pracy, cztery miesiące przed ślubem, zabrałam mamę i pojechałyśmy zobaczyć co mi ta krawcowa zaproponuje. Przymierzyłam kilka sukni z tych, które miała do wyboru, oczywiście żadna z nich na mnie nie pasowała, a wyglądałam wręcz komicznie (w zasadzie z każdą kolejną tym bardziej:P). Jedyne co wtedy udało się zdecydować, to że suknia rzeczywiście powinna być ciemniejsza niż 'standardowo'. Po całej tej zabawie pokazałam zdjęcia sukni o jaką mi chodzi i jakimś cudem krawcowa odwiodła mnie na jakiś czas od charakterystycznego elementu tej sukni - trójkątnego zejścia koronki na biodrach. Oczywiście ledwo dojechałam do domu, już jej pisałam na fb, że jednak nie - ta suknia musi to mieć :P Taka to ja jestem 'zdecydowana' i 'wiem co chcę' ;D Narysowałam jeszcze nawet dla pewności taki szkic, który też już Wam wcześniej pokazywałam (zdj. powyżej). 
Jeden etap był za mną.


Kolejny miesiąc (czy nawet dwa?) zleciał na szukaniu odpowiednich materiałów - dół miał być lejący, więc uparłam się na muślin, a nie (jak znowu proponowała krawcowa) tiul. Trzeba było dobrać odpowiednią podszewkę pod całość, na to pasujący muślin i później koronkę w odpowiednim odcieniu. Jak udało się znaleźć odpowiedni kolor jednej z tych warstw to znowu inny nie pasował. To była istna mordęga. Średnio raz w tygodniu jechałam obejrzeć co nowego dostała z hurtowni. Miałam wrażenie, że trochę nie wie jak się za to zabrać, bardzo starała się jakoś to wszystko dobrać, ale korzystała tylko z dwóch hurtowni, z którymi zazwyczaj współpracuje, więc efekty poszukiwań nie powalały ;)


Nie bardzo mogłyśmy wykombinować jak ta suknia-inspiracja jest na tułowiu taka delikatna, jakby była zrobiona tylko z koronki, a jednocześnie nie prześwitywała. Był pomysł o szyciu góry na tiulu albo kilku jego warstwach, był pomysł, żeby zrobić cielistą podszewkę, tak żeby wyglądała jakby jej nie było. Idealnego rozwiązania niestety nie znalazłyśmy i skończyło się na tym, że cała góra miała być szyta na jakimś beżowym atłasie, tym samym co dół pod muślinem. Niby wydawało się, że będzie dobrze, ale później już w 'realu' efekt nie był najlepszy - o tym za chwilę.
Ostatecznie wybrałyśmy materiały i koronki, które widzicie poniżej - beżowy atłas, kremowy muślin, delikatna koronka ze złotą nitką i do tego do zdobienia tu i ówdzie bardzo złota koronka z kasztanowymi kwiatami :P Wtedy wydawało się, że będzie pasować...
 

ale w praktyce okazało się, że nie pasuje w ogóle ;) Zaznaczę tylko, że zdjęcie poniżej zrobiłyśmy jakoś tydzień przed ślubem. Suknia na górze oprócz atłasu miała jeszcze podszewkę i nagle zrobiła się taka gruba i mięsista, zupełnie nie to czego chciałam! Nie mówiąc już o tym, że na moich chudych ramionkach leżała po prostu źle. Delikatna koronka wyglądała ładnie, ale połączenie ze złotą było tragiczne - ta złota wisi na górze na zdjęciu poniżej - kolor bardzo się odcinał i w ogóle nie pasował do reszty. Znerwicowana jak jeszcze nigdy w życiu zaczęłam szukać koronek na własną rękę w internecie (przy okazji znalazłam dokładnie takie koronkowe pasy kwiatów jak chciałam do pierwszej wersji sukni... ale oczywiście było już za późno na zaczynanie od nowa). W końcu krawcowa przypomniała sobie, że gdzieś tam w Poznaniu w jakimś domku jednorodzinnym jakaś kobita ma hurtownię tkanin typowo ślubnych. No to pojechałam, choć z poczuciem nadciągającej porażki, naprawdę nie spodziewałam się, że znajdę coś sensownego.

Na miejscu okazało się, że wybór jest całkiem duży, ale bez sukni i użytych już materiałów bardzo ciężko było wybrać koronkę, która odcieniem na 100% będzie pasować do reszty. W końcu, po prawie godzinie myślenia i przeglądania tych wszystkich koronek, wybrałam tą poniżej. Wysłałam zdj. krawcowej, odpisała, żebym brała jak mi się podoba. Wzięłam - 200zł za 1,5m. Po prawej macie jak wyglądała już na gotowej sukni.


Prosto z tego Poznania jechałam do krawcowej - 85km, a na miejscu alleluja! koronka wyglądała super z resztą. To był piątek, 8 dni przed ślubem. Przy okazji jeszcze zaryzykowałam i mówiąc 'tylko mnie nie zabij, ale chcę zmienić górę', poprosiłam o odcięcie w sukni wszystkiego powyżej biustu i w te miejsce wstawienie tiulu z koronką. Udało się, nie zabiła mnie chociaż minę miała nietęgą :P Następne kilka dni były tak nerwowe, że sobie nie wyobrażacie, czekałam na poprawienie góry sukni, naszycie nowej koronki i ogólny efekt końcowy, który miałam zobaczyć i przymierzyć dopiero w środę przed ślubem. Na wszelki wypadek szukałam już nawet w internecie jakichś tanich sukienek.
We wtorek już spać nie mogłam, w środę aż do trzeciej ledwo co jadłam, tak się denerwowałam co to będzie... Wzięłam mamę, pojechałyśmy i... na wieszaku wyglądała całkiem, całkiem :) Przymierzyłam i nastąpiło wielkie ufff! Suknia była piękna, mama zachwycona (chociaż oczywiście marudziła, że dekolt za duży i co to będzie!).



Jak podsumowałabym całą historię? Nie wiem czy drugi raz zdecydowałabym się na szycie sukni u krawcowej - mimo wszystkich ustaleń efekt końcowy jest tak nieprzewidywalny, że chyba nie warto fundować sobie takiej nerwówki w tak ważnej sprawie. W salonie przymierzysz konkretny model i od razu widzisz czy wyglądasz w nim dobrze, od razu wiesz, że 'to ta!', u krawcowej takiego luksusu niestety nie masz - idziesz, mówisz o co Ci chodzi, ewentualnie możesz gdzieś przymierzyć coś podobnego, żeby się przynajmniej upewnić, że krój powinien (bo mimo to, to nadal nic pewnego) być dobry dla twojej figury. Do tego dochodzi fakt, że nie masz również 100% pewności, że krawcowa poradzi sobie z tym co wymyśliłaś, szczególnie jeśli to coś innego niż zazwyczaj - tak jak ta moja. 
Plusem szycia sukni u krawcowej jest natomiast niższa cena niż w salonie (zazwyczaj) i możliwość dopasowania i wyboru każdej składowej twojej sukni. Moja zbiera same komplementy właśnie dlatego, że jest taka 'inna' - delikatna, kobieca, elegancka, trochę retro :) Coś czego w salonach zazwyczaj się nie znajdzie.
Jeśli zdecydujesz się na taką współpracę, skorzystaj z moich doświadczeń i zrób jedno - łap tę krawcową i zaciągnij ją do kilku hurtowni, żeby osobiście wszystko przejrzeć i razem wybrać tkaniny, o które Ci chodzi. Zaoszczędzi Wam to duuużo problemów i czasu;) Podczas przeglądania koronek w tej poznańskiej hurtowni widziałam właśnie kilka takich pań z krawcowymi i wkurzona myślałam sobie 'czemu ja tak nie zrobiłam!'. 
Na koniec jeszcze jedno - alliexpress ;) Tam to takie cuda i to jeszcze w tak niskich cenach, że gdybym wcześniej się o tej stronie dowiedziała, może i bym skorzystała :) Na fb znajdziecie grupę, w której dziewczyny pokazują prawdziwe zdjęcia swoich sukien ślubnych zamówionych właśnie tam :)

P.S.
Jeśli przeżyłyście podobne traumy ślubne, podzielcie się koniecznie ;) Zrobimy sobie serię pt. ''Dlaczego ja" :P



Pozdrawiam!






Zapraszam jeszcze do pozostałych postów z cyklu ślubnego :))

Pudełko na telegramy

Dekoracje stołu na naszym przyjęciu


Ścianka za Parą Młodą

Ślubny grzebyk DIY

Ślub w stylu starego dworu

16 komentarzy:

  1. No tak, zamieszania dużo! Ale efekt... rewelacyjny. Warto było, bo pięknie w niej wyglądasz.
    Cudowne zdjęcia w pałacu. Jakbym przeniosła się do innej epoki. Nic nie zgrzyta. Wspaniale to Kasiu zorganizowałaś!
    Uściski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie 😉 mam mały niedosyt co do ilości zdjęć i chodził mi po głowie plener w pałacu, ale znaleźć sensownego fotografa graniczy z cudem 🤔 na razie szukamy kogoś w miarę z okolicy😏

      Usuń
  2. Ja też szyłam suknię u krawcowej. Poszło nam sprawnie.
    Twoja jest piękna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że nie zrezygnowałaś z tego wykończenia, bo ono robi sukienkę! Tak miałabyś po prostu spódnicę z gorsetem :P
    Moją dewizą wyboru sukienki było, żeby samej sobie poradzić w toalecie. Wiem, że może to dziwne, ale jak widziałam na weselach, jak panna młoda szła do WC z dwoma dziewczynami, bo inaczej się nie dało... brrr.
    Ja swoją też szyłam i niestety też popełniłam wiele błędów. Drugi raz bardziej bym pilnowała właśnie doboru tkanin i troszkę inaczej bym zaprojektowała, ale zdecydowanie ponownie bym szyła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, też o tych wzgledach praktycznych myślałam 😜 bo inaczej cały czas bym wstrzymywała 😂

      Usuń
  4. PS. Tak w ogóle, to piękna sukienka, pięknie w niej wyglądałaś i kolor super :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A jaki wyszedł koszt sukni szytej przez krawcową?
    W salonie to tak ze 3 tysiące?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w salonie jak oglądałam to te 3tys.to takie minimum było, mnie moja kosztowała 2300 😊 więc trochę się udało przyoszczędzić 😜

      Usuń
  6. Sukienka wyszła bosko!
    Ja marzę o jeszcze bardziej prostej tzn. jeden lejący materiał na dole i może jakaś koronka jedynie na plecach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ten lejący materiał... Ja swojej ciągle powtarzałam,że ma być lejący, a i tak dostałam atlas i było za późno na zmiany 😂 na szczęście jakoś się udało wybrnąć 😉 takie proste suknie też mi się podobają, bardziej niż beza 😜

      Usuń
  7. Suknia śliczna ! A jeżeli chodzi o glinę samoutwardzalną to może być. Ja użyłam zwykłej gliny.Można ją później wielokrotnie wykorzystać.I jeszcze jedna uwaga, o której może już wiesz, do odciskania nadają się najbardziej świeże rośliny.Próbowałam z suszkami - kawałki pozostają w glinie i trudno je usunąć.Życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super! bardzo dziękuję :) na pewno pochwalę się jak mi wyszło :)

      Usuń
  8. Mimo wszystko - zazdroszczę! Suknia wyszła piękna!
    Ja swoją kupowałam w salonie. I niby miało być "spokojnie", a tu na miesiąc przed ślubem okazało się, że nie domówili mi rękawiczek i mam je sobie sama poszukać, bo oni nie mają (a nie mogli mnie o tym poinformować 4 MIESIĄCE wcześniej, kiedy składałam zamówienie?! Bo oczywiście w salonie to min. 5 miesięcy przed ślubem musisz złożyć zamówienie, bo inaczej w ogóle nie chcą Ci uszyć...), te kilka miesięcy wcześniej wymierzyli mnie dokładnie, by suknia pasowała w każdym miejscu, a ten miesiąc przed ślubem dowiedziałam się, że mam sobie kupić stanik push up, bo oni mają biusty od miseczki C (albo wyższej B - nie wiem, nie pamiętam - ja mam w każdym razie 75A, więc nijak pasowało) - to po co mierzyli mi wcześniej cycki? Źle zszyli mi koronkę - albo model był do kitu, bo w trakcie tańca koronka przy ramionach mi pooooszła! Mama zszywała mnie na "zapleczu" zieloną nitką - bo tylko taką (i tak cudem!) znalazła w swojej weselnej torebce :P Istny kosmos ;)
    Więc dzisiaj albo zdecydowałabym się na spełnienie własnej zachcianki - jak Ty, albo szukała gotowych kiecek w sieci, tańszych, a pięknych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o kurcze :P zielona nitka to dopiero numer ;) A kobity z tego salonu to naprawdę jakieś niepoważne, jak można takie rzeczy pomijać... Ważne, że się w miarę dobrze skończyło:P

      Usuń

Wypowiadając się na blogu zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych.

Copyright © 2014 Speckled Fawn , Blogger