września 01, 2015

Historia niezwykłej kobiety w równie niezwykłym miejscu



Pierwszy raz byłam w Książu na początku tego roku, miejsce było tak magiczne i zachwyciło mnie do tego stopnia, że koniecznie chciałam wrócić latem lub jesienią, żeby móc podziwiać te niesamowite ogrody i park pałacowy.



 No więc wymarudziłam na mym lubym weekend we włościach na początku sierpnia :) I znowu zachwycałam się ogromnym przepychem tego miejsca (co trochę utrudniała pogoda - ponad 40*C...), szkoda tylko, że tłumy ludzi zasłaniały mi co ciekawsze fragmenty ;) Książ poza sezonem jest magiczny, bo taki cichy, tajemniczy i kameralny, latem - wiadomo, lody włoskie, kolejki i cała reszta ''atrakcji turystycznych'' ;) No nic, tak czy siak bardzo mi się pobyt podobał. Znowu też miałam okazję podziwiać wiszące na ścianach ogromne zdjęcia księżnej Daisy. Słyszeliście o niej kiedyś? Historia jak z filmu (z resztą podobno jakiś o niej niedawno nakręcono;))



Właściwie można by powiedzieć, że to taka nasza polska księżna Diana bo - też pochodziła z Wielkiej Brytanii i, przede wszystkim, też była znana dzięki swojej pracy charytatywnej. 
Naprawdę nazywała się Mary Theresa Olivia Cornwallis-West, pochodziła ze znanej (jej brat Jerzy był ojczymem Winstona Churchilla, a na jej ślubie gościem był m.in. przyszły król Anglii - Edward) arystokratycznej rodziny, która w momencie jej narodzin była już dość zubożała.


Była uważana za prawdziwą piękność, więc nic dziwnego, że zainteresował się nią i w końcu poślubił jeden z najbogatszych arystokratów niemieckich - Hans Heinrich XV Hochberg, Daisy miała wtedy 18 lat. Wybór nie bardzo spodobał się rodzinie księcia ze względu na niezbyt pokaźny majątek panny młodej ;) 



Po ślubie młoda para zamieszkała w zamku Książ, gdzie urządzali przyjęcia połączone z polowaniami, na których gościła śmietanka arystokracji europejskiej m.in. cesarz Wilhelma II. Podobno Daisy była niezwykle ciepłą i sympatyczną kobietą, do tego stopnia, że miała trudności z zaakceptowaniem sztywnych reguł etykiety oraz przepychu dworu niemieckiego. Starała się nawet sprawić, żeby te wielkie pałaczysko było bardziej przytulne :)



Daisy była znana ze swojej działalności charytatywnej, często urządzała bale charytatywne, na których sama śpiewała (nie podobało się to oczywiście niemieckiej stronie rodziny;). Ufundowała w Wałbrzychu sierociniec dla dzieci, przychodnię dla pracujących matek i szkołę dla ubogich dziewcząt, a podczas I wojny światowej pomagała rannym żołnierzom w szpitalu polowym niezależnie od tego, po której stronie walczyli.


Niestety jej życie bajką nie było - miała troje dzieci, ale była dość samotna. Jej małżeństwo przetrwało do 1923r. - książę zdradzał Daisy - poznał znacznie młodszą piękną arystokratkę hiszpańską Clotildę y Candamo i los księżnej liczącej wówczas niemal 50 lat został przesądzony. Hans Heinrich XV nie przypuszczał, że poślubiając Clotildę zapoczątkował wielki skandal ponieważ wybranka uwiodła jego najmłodszego syna i została jego żoną na jego żądanie…


W czasie II wojny światowej Daisy została wysiedlona z Książa, który zarekwirowano. Ostatnie lata życia spędziła schorowana w wilii przy Friedlandstr. (ob. St. Moniuszki) w Wałbrzychu. Żyła już wtedy ubogo, wyprzedała wszystko co cenne, żeby przeżyć. Był to wynik braku zainteresowania synów losem matki. Zmarła 29 czerwca 1943r.
Jak więc widać, postać bardzo ciekawa, przymierzam się do obejrzenia filmu o jej życiu.  




Chodząc po tym ogromnym pałacu i znając historię ludzi, którzy w nim mieszkali, trudno nie wyobrażać sobie jakby to było...




Jeśli nie mieliście jeszcze okazji odwiedzić Książa, a lubicie takie miejsca - zdecydowanie polecam :)






fot. A.W.

fot. A.W.


Kiedyś sobie zrobię taki ''przydomowy ogródek''...

fot. A.W.


fot. A.W.

fot. A.W.

fot. A.W.

fot. A.W.







To korytarz w jednym z hoteli w Książu, budynek na przedzamczu.



Obowiązkowa była dla mnie wizyta w stadninie :) Słynne stado ogierów.











i przepiękna ujeżdżalnia. Taka cisza i spokój...




Za pierwszym razem nie dotarliśmy już do palmiarni, której budowę książę zlecił w prezencie dla Daisy. Tym razem jednak udało nam się tam podjechać ;) a, że temperatura na zewnątrz była w zasadzie taka sama jak w środku to co za różnica ;))

fot. A.W.

fot. A.W.

fot. A.W.

W środku oprócz typowej palmiarni jest też śliczna kawiarenka, taka tropikalna :) z mnóstwem roślin, naprawdę fajnie :)

fot. A.W.









Przy okazji był też fajny sklepik :) i genialna wystawa bonsai. Za takie drzewka trzeba by zapłacić już tysiące ;)









Wejście do palmiarni.

fot. A.W.

fot. A.W.

Widok na pałac z punktu widokowego, bajkowo :)

fot. A.W.

fot. A.W.

No i w końcu zaszło prażące słońce i zrobiło się chłodno, cicho i spokojnie :)

fot. A.W.

No i pięknie :D jakieś półtorej godziny siedzieliśmy na tej ławeczce podziwiając widok.

fot. A.W.

fot. A.W.

fot. A.W.

fot. A.W.

W otoczeniu pałacu jest ogromny park, oprócz części reprezentacyjnej można zawędrować w bardziej dzikie rejony, takie już właściwie górskie :) Idąc ścieżką podziwialiśmy ogromne krzewy różanecznika (ulubionej rośliny Daisy), jest ich naprawdę mnóstwo, muszą niesamowicie wyglądać w czasie kwitnienia :)








A to już mały pensjonacik zaraz przy wejściu do parku.



Myślę, że do Książa wrócimy jeszcze nie raz, to miejsce wiąże się z wieloma fajnymi wspomnieniami :) A póki co mamy jeszcze mnóstwo innych miejsc tego typu na naszej liście zakątków do zwiedzenia :) Zaczęłam nawet zbierać ulotki z tych już odwiedzonych :))






Pozdrawiam serdecznie :)


1 komentarz:

  1. Ciekawa historia.Szkoda,że los nie odpłaca się dobrem dla dobrych ludzi. Była ciepła,zrobiła wiele dobrego innym, a umarła w biedzie i samotności. Smutne.
    Pałac piękny, dawno temu tam byłam ale nic już nie pamiętam, oprócz tego że trwał jakiś remont.Przydałoby się powtórzyć wycieczkę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Speckled Fawn , Blogger