sierpnia 07, 2015

Marzenia (nie) do spełnienia? - nasz własny dworek...



Wiele razy wspominałam już jak bardzo uwielbiam stare, zabytkowe budynki, takie z duszą, takie które dużo już widziały. Pamiętam jak bardzo lubiłam jako dziecko odwiedzać rodzinę, która mieszkała w kilkuset letnim dworku, z 3,5 metrowymi sufitami, ogromnymi drzwiami, które trudno mi było otworzyć, pięknymi kominkami... i dużym ogrodem, w którym rósł ogromny dąb, tak wielki, że do ''dziupli'' w jego pniu mogłyśmy wejść we trójkę z kuzynkami :) Z takim dzieciństwem (i ojcem pasjonującym się historią) nic chyba dziwnego, że zawsze też gdzieś tam bardzo bardzo po cichutku marzyłam sobie, jak to cudownie byłoby w takim miejscu mieszkać. Nie mam na myśli ogromnego pałacu czy zamku :P marzyłam po prostu o ślicznym dworku, takim w jakim mieszkały moje kuzynki. Jednak nigdy tych marzeń nie brałam na poważnie, raczej w rodzaju ''co by było gdybym wygrała w totka" ;) 




Jednak tak się cudownie złożyło, że moja druga połówka miała podobne marzenia. U niego w grę wchodził jeszcze duuuży trawnik, który mógłby sobie kosić i... owce, z jakiegoś powodu chciałby mieć owce ;P No cóż, urocze zwierzęta tylko trochę momentami przerażające. No, w każdym razie, po weekendzie spędzonym w pięknym dworku w Kaźmierzewie (tutaj) zaczęliśmy tak sobie myśleć jakby to cudownie było znaleźć taki dworek z hektarem czy dwoma ziemi, odremontować i (tak jak uroczy państwo z Kaźmierzewa) żyć spokojnie z wynajmowania kilku pokoi, taka stylowa agroturystyka :) 



To spowodowało, że namiętnie przeglądaliśmy ogłoszenia o sprzedaży starych, zabytkowych domów. Ku naszemu zdziwieniu, oprócz posiadłości za miliooony, były też oferty, na które można by sobie jakoś tam pozwolić, jednak wymagające ogromu pracy oczywiście. W końcu trafiliśmy na zdjęcie cudownego budynku, widzieliście je na samej górze. Dworek z XIXw, jeszcze trzy lata temu wykorzystywany jako mieszkania pracownicze na piętrze, wcześniej na parterze znajdowało się jakieś biuro. W ofertę wchodził też 2h park, dwa stawy i ogromna stajnia... Stwierdziliśmy, że musimy go obejrzeć.


 Właściciel przysłał nam więcej zdjęć na maila. Ustaliliśmy termin i nie mogliśmy się wręcz doczekać ;) 1,5h jazdy w niedzielne popołudnie i byliśmy na miejscu. I tam ogromne rozczarowanie - od razu na przeciwko budynku (za kilkoma drzewami, które trochę widok zasłaniały) były budynki (jak się później okazało, kiedyś należące do dworku i osobno odsprzedane), w których ktoś sobie miał sporą hodowlę krów :/ No to wiadomo, mimo, że wtedy żadnego zapachu nie wyczuliśmy, to latem mogło być już różnie, nie mówiąc o hałasie (bo też maszyny). Byłam tak rozczarowana, że właściwie nie chciałam już nawet wchodzić do środka. W końcu jednak stwierdziliśmy, że skoro już jesteśmy...  No, wnętrza mnie zauroczyły, ogromne pokoje, piękne okna (w jednym pokoju nawet ogromne okiennice wewnątrz:D), mnóstwo miejsca... Miałam już przed oczami co bym z tym wszystkim zrobiła....





 Wróciliśmy do domu, razem stwierdziliśmy, że krowy przekreślają cały nasz plan o wynajmowaniu pokoi z wiadomych względów. Ale ten śliczny budynek tak nam gdzieś utkwił w głowie... Nie da się już zliczyć ile razy o nim rozmawialiśmy, ile razy przeglądaliśmy te zdjęcia. W końcu wymyśliliśmy już każdy możliwy sposób, żeby nasz plan właśnie w tym miejscu wypalił. Tym bardziej, że okiem laika dom wyglądał na całkiem dobry stan techniczny.


 Umówiliśmy się (po miesiącu czy dwóch) na jeszcze jedną wizytę. Tym razem zabraliśmy dwóch budowlańców - mojego ojca i brata. I tak jak jeszcze z zewnątrz dom im się podobał (no nie da się ukryć, że jest piękny;)), to po obejrzeniu dokładnie każdego kąta w środku, łącznie z poddaszem, stwierdzili, że do wymiany są wszystkie tynki, podłogi (przykryte płytą wiórową - nieoddychające, więc już pewnie spleśniałe...) stropy, cały dach... i okna...  Do tego jeszcze szczury... Samo doprowadzenie tego budynku do momentu gdzie można zacząć od nowa kosztowałoby setki tysięcy... 


 Możecie sobie tylko wyobrazić jak się czułam, po tak długim czasie kiedy obmyślałam już sobie co jak bym zrobiła, jakby nam się tam fantastycznie mieszkało, jak w stajni (zdj poniżej) miałabym własne konie... Byłam tak bardzo rozczarowana, załamana wręcz... Cały weekend chodziłam strasznie przybita, aż w końcu luby mój stwierdził, że jak nie ten to inny, że będziemy szukać dalej, a jeśli nic takiego się nie znajdzie, to po prostu wybudujemy dom, który wszystkie nasze dworkowe marzenia spełni.



Od tego momentu (a właściwie dzień po tym feralnym przeglądzie) byliśmy z wizytą u pewnych państwa (rodzice znajomej znajomego;)), którzy totalną ruinę, zamienili (w przeciągu 7 lat i ogromnym nakładem finansowym) w absolutnie piękny i stylowy dworek z własną stajnią jak z bajki i kilkoma końmi :) Byli tak pełni entuzjazmu... pokazali mnóstwo zdjęć ''przed'' i ''po'', opowiadali o tym jak cały proces wyglądał, jak upierdliwa była ich konserwatorka. Pamiętam jak (po tym jak my pokazaliśmy im te wszystkie zdjęcia, które w tym poście widzicie) z ogromnym zdziwieniem i taką radością, ta atrakcyjna 60latka uśmiechnęła się do nas i powiedziała ''to jeszcze są tacy ludzie...'' Bo przecież teraz każdy woli wybudować sobie mały domek i mieć spokój, zamiast handryczyć się z jakąś ruiną ;) Jej mąż z kolei stwierdził, że trzeba być szaleńcem, żeby się za coś takiego wziąć, ale, że to rodzaj pozytywnego szaleństwa... :) Te dwie godziny u nich przy kawie, w pięknym salonie, dodały mi wtedy nadziei, ogromne pokłady wiary, że ''a może jednak...'' :)



    
Więc no, nie wiem czy to marzenia do spełnienia, czy jednak bardziej mrzonki, ale nadal przeglądamy ogłoszenia (co prawda jakoś rzadziej...) i może kiedyś trafimy na miejsce, o którym powiemy ''to jest to'' :)


W międzyczasie namiętnie przeglądam zdjęcia stylowych wnętrz, gazety z angielskimi wnętrzami... i marzę, marzę, marzę... :)))







10 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki Ja już miałam namierzony idealny ale przerosło to nasze możliwośći finansowe Teraz z zazdrością podglądam co tam się dzieje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie będę trzymać kciuki, żeby nam obu się udało ;)

      Usuń
  2. O tak, piszesz dokładnie o moim marzeniu, ja już mam w głowie wygląda owego dworku, z dokładnym rozmieszczeniem pomieszczeń i ich zastosowaniem :D ale wiem, że nigdy nie będzie mnie stać na taki dom i pozostaje tylko poczekać aż będzie mnie stać, żeby sobie taką namiastę wybudować i stworzyć w nim własną historię... czego i Tobie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, mam takie samo marzenie. Ale masz rację, że trzeba być szaleńcem żeby się na coś takiego porwać. Niektórym się jednak udaje. Trzeba być nastawionym na wiele lat ciężkiej pracy etapami i mieć też szalonego chłopa w domu. A kasy moim zdaniem wcale nie więcej niż na zwykły nowy dom. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak widzę jest więcej takich " wariatów " ( przepraszam, jeśli uraziłam ) . Moim pierwszym marzeniem, była ucieczka na wieś, to mi się akurat udało, najpierw działka, później dom, było sielsko, choć niekoniecznie anielsko, bo działeczka mała, wiadomo, pieniądze ... tylko że teraz miasto, strasznie wpycha mi się z buciorami do ogródka i to już mi się przestało podobać. Od zawsze, a właściwie odkąd zobaczyłam film Trędowata, który kręcony był w zamku w Książu , fascynowały mnie stare budynki i budowle i gdybym tak w tego totka coś trafiła ...
    Powodzenia życzę w poszukiwaniach i spełnianiu marzeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wariatka jak najbardziej ;) Dopiero co wróciłam dzisiaj z Książa tak a propos! ;P
      Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie :))

      Usuń
  5. Ponoć tylko my sami ograniczamy naszą wyobraźnie. Moze więc pewnego dnia znajdzie się to miejsce na ziemi, któe czeka na Was właśnie :) Bo piękne to marzenie. Mnie też zachwycaja takie miejsca z duszą, pełne ciekawych historii, małych tajemnic. Piękne i niepowtarzalne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj, myślę podobnie jak Ty.Też szukam starego domu.Cały czas podążam jeszcze za marzeniem, choć nie ukrywam -jest to bardzo trudne. Swoje poszukiwania i plany opisuję w cyklu Never ending story, bo taki dom to niekończąca się historia. W kolejnych wpisach widzę, że jednak zdecydowaliście się wybudować sobie swój własny dworek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak :) poszukiwania zajęły nam już dużo czasu, a nie wiadomo czy w ogóle znaleźlibyśmy coś co nam odpowiada, więc kiedy pojawiła się piękna działka kupiliśmy ją i teraz pracujemy nad projektem naszego dworku, który chcemy urządzić tak, żeby wyglądał na co najmniej 100letni ;)) Czytałam już kiedyś jeden z Twoich wpisów z Never ending story, więc powodzenia w poszukiwaniach!:)

      Usuń

Copyright © 2014 Speckled Fawn , Blogger