października 16, 2014

Duuuuużo wełny!



Ludzie... byle do przyszłego weekendu...serio :/ Otóż w ten weekend wytchnienia od pracy nie będzie - uczelnia wzywa ;) W ruch pójdą ołówki, węgiel i inne wspaniałości, więc może nawet będę się dobrze bawić :)) I może nawet będę mogła Wam niektóre z moich "prac" pokazać? Jestem bardzo ciekawa co tam się będzie na zajęciach z plastyki działo. W każdym razie po pracowitym weekendzie będę miała przed sobą jeszcze pracowitszy tydzień :/ już się nie mogę doczekać następnego piątku - bo oto wtedy zakończę swoją pracę w technikum, alleluja! Szkoła bardzo fajna, uczniowie też, ale jeśli człowiek nie ma już nawet czasu obiadu normalnie zjeść bo tylko praca, praca i praca, to znaczy, że coś trzeba odjąć ;) Tak więc odejmuję, dzięki czemu czwartki i piątki wreszcie będą spokojne i roboczo króciutkie :) Wreszcie ZNOWU będę miała czas na grzebaninki filcowe/decoupagowe/klejowe/modelinowe czy co mi się tam jeszcze ubzdura :D
A ponieważ głowa mi się głupimi pomysłami filcowymi wypełnia, a nie mam czasu ich "przelać" na wełnę, to oglądam sobie te moje już gotowe ;) Dla tych z Was, którzy śledzą mnie od niedawna (no i dla tych, którzy je lubią), przygotowałam wszystkie moje filcaki :)

Historia ta zaczyna się od pewnego Stefana, misia Stefana tak konkretnie :) Prosty to stworek, a bite trzy dni zajął. Trzy dni pokłutych palcy i połamanych igieł. Właściwie to do tego stopnia połamanych, że aż musiałam zamówić na allegro kolejną partię bo już robić nie było czym :P Nasz uroczy Stefan ma gdzieś tam w sobie co najmniej dwie igły ;P jak się taka złamie to nie sposób jej wyjąć.


Nowym towarzyszem Stefana stał się szop pracz o wdzięcznym imieniu Franklin :) Koleżka Franklin był łaskawszy od swojego poprzednika i nie łamał mi złośliwie igieł ;)) Dużo szybciej też go skończyłam, trzy dni mordęgi nad misiem nauczyły mnie już kilku rzeczy i szło o wiele lepiej.

 
Razem z Franklinem pojawiła się też para bałwanów :)


Następny powstał biały jeleń, na tyle marudny, że nie dostał własnego imienia i pewnie już nie dostanie. Mimo, że był to mój piąty filcak, niewiele jeszcze wiedziałam = jego poroże i przede wszystkim nogi (!) spędzały mi sen z powiek. Do tej pory jestem z niego niezadowolona, teraz już za takie chude kończynki zabieram się zupełnie inaczej i, na szczęście, efekty też są zupełnie inne ;))


W ramach "odpoczynku" po utrutym jeleniu, zrobiłam jeża :) Przemiły to stworek, a modny i kolorowy, że hej! ;)) Podczas nauki szycia, służył mi swoimi igiełkami, a niedługo potem znalazł już nowy dom (mam nadzieję, że dobrze się sprawuje!). 


Po jeżu postanowiłam się doszkolić i zaczęłam oglądać tutoriale na youtube. Niestety w jednym z takich instruktarzy spodobał mi się mały rudzielec, którego postanowiłam zrobić. To był ostatni raz kiedy trzymałam się jakiejś filmowej instrukcji ;) Lis nijak nie wyszedł mi tak jak powinien, na filmie wszystko cacy łatwo i przyjemnie a u mnie ogrom frustracji ;)) Jak tak teraz na niego patrzę, to stwierdzam, że jest jeszcze brzydszy niż zapamiętałam :P no cóż, nie zawsze wszystko musi wyjść! ;)

 
 Później na kilka dni rzuciłam to wszystko w kąt i zbierałam się psychicznie po tak ogromnej porażce ;) Ale kiedy już odpoczęłam i znów wzięłam wełnę w ręce, powstała moja filcowa Kaplica Sykstyńska :P czyli przeukochana i najulubieńsza sowa Snowhite :) Stefan zajął mi 3 dni, sówka tyle samo, a robienie jej było jakoś tak nieporównanie przyjemniejsze :)) no i efekt też jakiś taki niewspółmierny;) Ta konkretna sówka bardzo szybko znalazła nowy dom, od tej pory zrobiłam jeszcze dwie, niby takie same, ale jednak każda była charakterystyczna :)


 Niedługo później trafiłam na pinterest na zdjęcie przecudnego filcowego collie. Tak bardzo mi się psina spodobała, że zrobiłam swoją własną Lessie :) Nadal jest ze mną i strzeże obejścia :P


Następna była Panna Migotka, czyli urocza króliczka z balonikiem. Dziewczyna znalazła nowy dom w ramach konkursu.


Jak tak teraz patrzę na daty tych postów, stwierdzam, że byłam na filcowym haju :P ledwo kończyłam jednego, zaczynałam następnego ;) Kilka dni po pannie króliczce znowu zachciało mi się zrobić jakiegoś większego stworka :) W ten sposób powstał królik naturalnych rozmiarów (ma trochę ponad 30cm!). Fajnie mi się go robiło, a jaki słodziak wyszedł! :D Kokardka dopełniła całości. Obecnie zwierzak czeka na lepsze czasy, nie mam miejsca, w którym mogłabym go postawić (chętnie wyjechałby do nowego domu!:).

 
 Hmmm.... Sytuacja się powtarza, znowu pod wpływem pinteresta i myszek mnożących się tam, powstała Mysia Para Młoda :)) Mychy nadal czekają na nowy dom, chociaż już kilka osób mówiło, że zgłosi się po nie przy okazji wyjazdu na jakiś ślub - fajny pomysł na upominek.


W oczekiwaniu na wiosnę (bo działo się to w lutym), zaczęłam robić kaczuszki :) W sumie powstało ich kilka - dwie nadal są u mnie, reszta pojechała do nowych domów.



Kiedy znowu napadło mnie na szycie a jeża już nie miałam, wymyśliłam sobie inny igielnik :) tym razem Don Hose Huan Martinez - kaktus!


Po wszelakich zwierzakach przyszła wreszcie pora na kota, a właściwie śliczną białą kotkę :) Taki puszek z niesamowicie milutkim ogonkiem, stworek do miziania ;P


Naturalną kolejnością było później przejście znowu na psy ;) bo jednak koty ok, ale psy darzę miłością niezmienną :P tym razem sportretowałam znanego blogerskiego buldoga - Rambo :)


Piesio się spodobał, niedługo po tym dostałam maila z zapytaniem o psi portret :) (pozdrawiam!) Puszek był twardym zawodnikiem do zrobienia, ale za to jaki uroczy :D sama miałam kiedyś takiego puszka tylko w wersji rudej, pyszczek identyczny, przysięgam ;)  
Kilka dni później miniaturowy Puszek podróżował już do swojej pani :) (jest grzeczny?) Zdjęcie poniżej zawsze wywołuje u mnie wieeelki uśmiech :D Słodziaki jedne...


Ostatnim filcowym zwierzakiem był kolejny członek sowiej rodzinki - mały
Puszczyk, na razie bezimienny, czeka na nowy dom, u mnie musi niestety dzielić się miejscem z całą resztą stworków ;)


Zaczynając tego posta nie spodziewałam się, że zrobiłam tych zwierzaków aż tyle! :P I przewidywana godzinka zamieniła się w trzy ;)))Jest jeszcze tyle rzeczy, które chciałabym 'wyfilcować', mam nadzieję, że niedługo znowu będę mogła się za to ze spokojem zabrać :))



Pozdrawiam!


8 komentarzy:

  1. Franklin rządzi :) Ale i tak sowy są moimi faworytkami, zwłaszcza ta pierwsza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie spodziewałam się, że akurat Franklin będzie się wyróżniał :P dzięki za odwiedziny ;)

      Usuń
  2. Zastanawiam się jak to się robi. Wszystkie Twoje prace mają w sobie to coś. Bardzo ładne zwierzaki tworzysz :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Tak sobie myślałam o jakimś tutorialu - często słyszę te pytania na temat wykonania takiego zwierzaka :) Gdyby tylko mieć więcej czasu ;)

      Usuń
  3. Matko, jakie cudeńka. Sowy, królik, myszki, wow.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Speckled Fawn , Blogger