lipca 01, 2014

Złoty wazon, czyli co zrobić jak człowiek ma sklerozę...




Bo ja chyba mam jakąś odmianę sklerozy młodzieńczej ;)) Uwielbiam kwiaty cięte w domu, ale szybko przychodzi moment kiedy zapominam o codziennej wymianie wody. Nie to, że raz, nie nie! Kilka dni z rzędu kwiatki stoją i stoją :P Woda wyparowuje, tworzy się naturalny osad geologiczny na wazonie... Eh, ileż ja skorup w ten sposób straciłam ;) Doszorować tego nie idzie, a wygląda wszyscy wiemy jak... Ostatnio tego typu zgon zaliczył kolejny mój wazon i tym razem pomyślałam, że go reanimuję :D


Okleiłam go od polowy taśmą malarską (chyba?) i spróbowałam użyć złotej farby w spreju.


Niestety nie do końca wyszło, mimo, że nakładałam farbę bardzo cieniutkimi warstwami, to i tak robiły się zacieki, a tam gdzie nie robiły się zacieki to z kolei nowa warstwa farby robiła dziury w starej :P Tak więc po czterech takich warstewkach co pół godziny, stwierdziłam, że to nie ma sensu i chwyciłam moją zaufaną złotą farbę akrylową w tubce. Nałożyłam dwie warstwy gąbeczką do makijażu i koniec :)))


Po zdjęciu taśmy wyszło mi coś takiego. Wszelkie oznaki kłopotów z pamięcią poszły w...niepamięć ;)))



Chciałam Wam jeszcze pokazać kwiatki, które mi się uzbierały na zakończenie roku :)



 









Pozdrawiam serdecznie :)


4 komentarze:

  1. Świetnie wyszło i nawet ślimaczek jest :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję ;)) Do pana ślimaczka zdążyłam już zapałać uczuciem :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobry pomysł na te wazony. Przyznam się szczerze, że ja uwielbiam kwiaty ale tylko te, które rosną w naturze albo w doniczce. Nie znoszę ciętych kwiatów i też zapominam o wymianie wody ;).

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Speckled Fawn , Blogger