kwietnia 20, 2014

Zwyczaje zaiste mamy ciekawe.... czyli co się dzisiaj działo! :)




Koooooominiaaaarzeee!!!
Takie wrzaski kolegów i koleżanek pamiętam z czasów dzieciństwa z pierwszego dnia Świąt Wielkanocnych :) Mieszkańcy Wielkopolski pewnie wiedzą o co chodzi, chociaż w innych częściach kraju na pewno też istnieją odpowiedniki. Jeśli jesteście ciekawi co to takiego, to czytajcie dalej :) Napiszę dzisiaj o jednym z najfajniejszych zwyczajów w jakich miałam okazję brać udział :)


W każdą Wielkanoc w niedzielę około pierwszej, na wieś, w której mieszkam od zawsze, wychodzą tzw. Kominiarze :D a już dobre pół godziny wcześniej wszystkie okoliczne dzieciaki zbierają się "w centrum", że tak powiem ;)) i czekają na ich przyjście. Po co? No generalnie to była taka gigantyczna zabawa w berka ;) Tak jak widzicie na zdjęciach - Kominiarze to śmiesznie poprzebierani ludzie w kominiarkach lub z wysmarowanymi sadzą twarzami i rękami (w tym szaleństwie jest metoda - wyróżniamy kilka rodzajów kominiarzy, ale to za chwilę;). Taki pochód szedł przez całą wieś dzieląc się na mniejsze grupki - jedni chodzili od domu do domu składając gospodarzom życzenia pomyślności w zamian za kurze jajko (obecnie pieniądze, jakieś drobne sumy), oczywiście trzeba było uścisnąć brudną dłoń kominiarza co miało przynieść szczęście;)) Inni w tym czasie grali na instrumentach (na akordeonie i takim ogromnym bębnie) i śpiewali.

 Pozostali w tym czasie biegali goniąc te wszystkie dzieciaki i wysmarowując sadzą od góry do dołu :D Nie wyobrażacie sobie jaka to była radocha ;)) Nawet jeśli dokładnie wiedziało się kto to pod tą sadzą był, to i tak widok tak przebranego człowieka, który biegnie w twoją stronę był straszny ;) Ale wiecie, taki ekscytująco straszny. Kominiarze oczywiście musieli wykazać się niezłą kondycją - przeskakiwali przez płoty, włazili przez otwarte okna :D no ubaw po pachy ;) Jaka to była ekscytacja i piski kiedy słyszało się, że się zbliżają i szybko się sprawdzało czy wszystko zamknięte, to były czasy... ;P  Jeśli akurat ktoś "z zewnątrz" (czyt. z innej miejscowości) napatoczył się na to wszystko samochodem, to trzeba było się zatrzymać i uścisnąć dłoń kominiarza, w przeciwnym razie nie przepuściliby delikwenta :) A jeśli w jakimś domu akurat nikogo nie było, to kominiarze zostawiali odciski dłoni na płotach, drzwiach...



Właściwie to nawet teraz kiedy słyszę dzwonek do drzwi to wiecie, poker face, ale w środku i tak "iiiiikkkk, przyszli!" ;P Mimo, że obecnie oni wszyscy są młodsi ode mnie ;)
 No to skoro już mniej więcej wiecie o co chodzi, to napiszę jeszcze krótko o kilku rodzajach Kominiarzy :)

 W wysmarowanej sadzą grupie wyróżniał się Siwek - ubrany na biało, białe spodnie, marynarka i kapelusz. Kiedyś siwek jeździł na siwym lub białym koniu, pamiętam, że jego wszyscy bali się najbardziej, bo uzbrojony był w bat, którego nie omieszkał użyć :P


Gapa wyglądał trochę jak bocian ;) Człowiek przebrany za Gapę trzymał wysoko nad głową płaski, drewniany dziób, którym klekotał, a cały okryty był dużym kawałkiem materiału.

 
Zawsze pojawiał się też "niedźwiedź", czyli taki chodzący snopek siana;P pamiętam, że kiedyś któryś zajął się troszkę ogniem, bo koniecznie musiał sobie papierosa w trakcie zapalić ;))
Poza tymi, byli też dziad i baba, chyba wszyscy wiemy o co chodzi :)




 Niestety, jak wszystkie tradycje, ta też powoli zanika. Z kilkudziesięciu ludzi, zrobiło się kilkunastu, brakuje też tych kominiarzy, których stroje wymagały więcej wysiłku. Mimo to, nie było jeszcze roku, w którym by się nie pojawili :)
Poniższe zdjęcie (bardzo pilnie strzeżone) zrobiono w 1981r. Po lewej na dole jest mój tata :) obok niego natomiast ojciec mojej "psiapsiółki" z dzieciństwa;)) 


 Te zdjęcie zrobiliśmy kiedy miałam może 8 lat, z okna domu mojej babci :) Tutaj też rozpoznaję kilku moich krewnych ;)) Tak to już na wsi jest :P


W internecie wynalazłam informację, że to "w Wielkopolsce południowo-zachodniej, głównie w okolicach Wolsztyna, Chorzemina, Nowego Tomyśla, Lwówka, Babimostu i Zbąszynia, popularne były pochody z „siwkiem”. Był to przebieraniec uosabiający siwego konia. Przypominał on krakowskiego lajkonika. W orszaku obecni są również: dziad, baba, kominiarz niedźwiedź i muzykant, grający na akordeonie. Obchodzą oni wszystkie zagrody, dziad z babą tańczą, a kominiarz smaruje domownikom buty sadzą, lub pastą do butów, prosząc o datki. Zwyczajowo otrzymywali jajka, obecnie zaś niewielkie sumy pieniędzy. Oprócz wyżej wymienionych, w Wielkopolsce w lany poniedziałek chodzą też orszaki tzw. „ziandarmów”, „muradynów” i „dynguśników”, zwanych też „dyngusiarzami” lub „dynguśnikami”." (źródło) Jak widać większość się zgadza z tym co się dzieje u nas, pomijając dzień, wygląd siwka i te smarowanie butów :P Wiecie co, mam ogromną nadzieję, że ten i inne tego typu zwyczaje nie zanikną (a może nawet odżyją z nostalgii do przeszłości?), to przecież ogromna część naszej polskiej kultury i tego fajnego folkloru :)
A Wy? Też możecie pochwalić się takimi zwyczajami? :))


Pozdrawiam serdecznie (i mokrego dyngusa!) :D


6 komentarzy:

  1. Fantastycznie mi to się czytało. Przeniosłaś mnie w czasy swojego dzieciństwa, jednak nie słyszałem i KOMINIARZU, mimo, że jestem z Wlpk

    OdpowiedzUsuń
  2. mi się przypomniały opowieści mojej mamy z jej dzieciństwa i chodzenie z Dyngusem - super, że są jeszcze takie zwyczaje w innych rejonach Polski

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna historia i wspaniała tradycja:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam. Dziś trafiłam na ten blog po raz pierwszy. Podoba mi się tutaj. A jeśli chodzi o tradycje - lubię, kiedy ludzie je pielęgnują. To siła każdego narodu. I zabawy przy tym, że ho, ho...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baardzo dziękuję za tak miłe słowa :) i za odwiedziny! Pozdrawiam serdeczenie :)

      Usuń

Copyright © 2014 Speckled Fawn , Blogger