lutego 02, 2013

Święta "pa pa", "welcome" wiosna i ogłoszenie




No i zrobiła nam się wiosna :D cieplutko i przyjemnie, a jakby jeszcze trochę mniej padało to już bym była w siódmym niebie ;) Ale, jak to mówią, nie można mieć wszystkiego. Skoro zrobiło się tak wiosennie, to najwyższy czas pożegnać się z ozdobami świątecznymi. Te "żegnanie się" (czyt. upychanie wszystkiego po szafach i kartonach na strychu) zajęło mi cały wczorajszy dzień, i tak niezły czas biorąc pod uwagę tę ilość "świąteczności", z którą musiałam sobie poradzić :P
Pomyślałam, że zanim ostatecznie powiem "pa pa" tegorocznym (czy może powinno być 'zeszłorocznym'?) świętom, pokażę Wam taki mój przytulny, ulubiony kącik :) jak widać, raczej nie gustuję w tak ostatnio popularnym i modnym shabby chic, w sumie to nie wiem jak można by nazwać to co próbuję tu wykombinować ;)



Uwieeeelbiam po prostu ten ciemno-zielony kolor (tylko jedna ściana, reszta jest w ciemnym beżu). Ale co to były za nerwy kiedy farba pierwszy raz trafiła na ścianę, była jaskrawa i kojarzyła mi się z... boiskiem piłkarskim (brat żartował sobie, że pewnie właśnie tego używają do malowania murawy :P). Na szczęście z każdą kolejną warstwą wyglądało to lepiej, a po wyschnięciu... voila! :) Złote ramki pięknie kontrastują z tą zielenią.


Ale jest też zmora tego pomieszczenia, czyli brzydki stary kaloryfer, który mi tu całą nastrojowość rujnuje na amen. Chcę go jakoś zasłonić, ale jeszcze nie wymyśliłam jak, żeby pasowało do reszty (sugestie bardzo mile widziane;)


Żeby zapchać jakoś te pustki po świątecznych ozdobach, kupiłam trochę krokusów i szafirków z myślą o zrobieniu jakiejś prostej 'kompozycji' (że tak szumnie to nazwę;)

Inspirowałam się tym zdjęciem:


Nie chciałam żonkili - zawsze kiepsko u mnie kończą, rosną bardzo wysokie i generalnie kiepsko wyglądają.
Oto jak zrobiłam swoją wersję:
najpierw poszłam do ogrodu pomolestować brzozę, ucięłam dosyć dużo gałązek (duża jest, więc się szczególnie nie przejęła;), które później pocięłam na mniej więcej takie same kawałki.


Dno naczynia wyłożyłam kamyczki, na to poustawiałam oczyszczone z ziemi cebule krokusów (z przodu) i szafirków (z tyłu).





Później nautykałam patyków "ile wlezie" ;) i gotowe.








Trochę jestem zawiedziona kolorem, miałam nadzieję, że krokusy będą ciemno-fioletowe, a szafirki ciemno-granatowe jak te na zdjęciu poniżej


Czy to inna odmiana, czy co?


Tak czy siak, 'przymglone' kolory obu kwiatków ładnie się zgrały.


A ponieważ za oknem padał deszcz, to nie mogłam nie wykorzystać sytuacji na małą "sesję" :P













Uległam i kupiłam dwie cebulki żonkili :P zdjęcia zrobiłam kilka dni temu, obecnie (tak jak się obawiałam) są wysokie, średnio kwitnące i nie szczególnie ładne :( Ktoś wie co z tym fantem zrobić tak na przyszłość?


Wiosennie wystawiłam też kwiaty wiśni w wielkim starym słoju.


Towarzystwa dotrzymuje mi też róża :)


Poza tym na honorowe miejsce wrócił pan grzybek z małżonką (zrobiłam rok temu) i motylek z gliny (w towarzystwie porcelanowych ptaszków), którego udało mi się w zeszłym roku wypaćkać  ;)


(wiem, że grzyby na wiosnę to raczej tak średnio, ale te dwa niezmiernie właśnie wiosennie mi się kojarzą;)



Mam już całą listę rzeczy do zrobienia i wypróbowania na wiosnę, więc będziecie zalewane postami jeśli tylko starczy mi czasu ;)

Na zakończenie jeszcze ogłaszam co następuje :)


W następną sobotę zaczynamy kolejne link party. Dodawanie linków będzie możliwe do 22.02. czyli aż dwa tygodnie! :) Po tym przez kolejne 5 dni będziecie miały możliwość głosowania na najciekawsze linki. I uwaga uwaga! Tym razem przewidziałam nagrodę dla osoby, która zgarnie najwięcej gwiazdek (jeśli będzie ich powyżej 20;) 

 


Pozdrawiam serdecznie :)


4 komentarze:

  1. wydaje mi się, ze kwiatunie miały za mało słońca i dlatego się wybuiły i są blade, ale to tylko moja teoria :)
    nie mniej pozdrawiam przed wiosennie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z poprzedniczką to wina małej ilości światła naturalnego i za wysokiej temperatura w pomieszczeniu - pomyślmy jaką te roślinki mają temperaturę gdy wyrastają wiosną w ogródku, a jaką my fundujemy im w ogrzewanym mieszkaniu i do tego mała wilgotność powietrza...
    Ja rzadko kupuję takie kwiaty do mieszkania bo wydaje mi się ,że je "zabijam", ich atrakcyjny wygląd utrzymuje się krótko,szybko marnieją,... o wiele bardziej wolę je w ogrodzie...
    Ale też tęsknię do wiosny i choduję hiacynta z "Biedrony", robię to pierwszy raz i jestem ciekawa jak ta roślinka poradzi sobie u mnie w mieszkaniu.
    POZDRAWIAM :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak też podejrzewałam, ustawiłam je na południowym parapecie, więc słońca powinny mieś teraz dosyć, tylko z temperaturą nic się nie da zrobić, chociaż wietrzę, żeby nie było za ciepło :)
      Nie mam wyrzutów sumienia, że tak szybko marnieją, bo i tak w końcu wylądują w ogródku. Wszystkie poprzednie cebule ładnie się przyjmowały :) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jutro ide do sklepu kupic sobie chociaz jakiegos hiacynta do domu na polnocy... U mnie na wsi na poludniu kwitna juz pierwsze migdalowce, ale chlod i snieg maja jeszcze powrocic w przyszlym tygodniu...
    Pierwszy raz widzialam pomysl z upychaniem galazek, ladnie wyglada
    Pozdrawiam
    Nika
    PS Wczoraj wrzucilam u siebie pare zdjec z zachodami slonca, zajrzyj moze ci sie spodobaja. Niestety nia ja je uchwycilam, ale autorka udostepnila mi do publikacji.... za jakis czas beda poranne pajeczyny na krzakach winorosli .....

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Speckled Fawn , Blogger