października 02, 2012

Dartmoor, Baskerville i wrzosowiska...



No i wreszcie długo wykombinowywany (wymyśliłam właśnie nowe słowo?) post o małym wrzosowisku nieprzeciętnego uroku ;) Tytuł posta tak jakoś wpadł mi do głowy z tej prostej przyczyny, że za każdym razem kiedy słyszę "wrzosowiska", moje pierwsze skojarzenie to książka "Pies Baskervillów" Arthura Conan Doyle'a i temu podobne klimaty, czyli dzikie wrzosowiska Dartmoor (Devon), mgła i mroczna tajemnica ;) Jeśli lubicie czytać to bardzo polecam, jeśli nie lubicie - też polecam, tyle że w postaci filmu. Ekranizacji było wiele, jednak moją ulubioną jest ta z 1988r. (Jeremy Brett w roli Holmes'a). Po prostu genialna atmosfera, świetni aktorzy, piękne scenerie i wciągająca historia :)


Patrząc za okno na tę deszczową pogodę, mam wrażenie, że niedługo znowu sobie ten film obejrzę, jakoś tak pasuje do jesieni. 
A teraz mój kawałek 'dzikich wrzosowisk', na niektórych zdjęciach nawet pies Baskervillów się nawinął :P 








A tak powstawał (zrobione komórką, więc...no):



Niestety nie pomyślałam o zrobieniu zdjęć zupełnie przed i w trakcie przekopywania tego kawałka. 


Przed rozpoczęciem całego tego 'projektu', jak zawsze sporo naczytałam się na temat uprawy wrzosów, żeby nie popełnić żadnych większych błędów, więc przy okazji podzielę się najważniejszymi informacjami ;) Wrzosowisko najlepiej zakładać właśnie we wrześniu kiedy rośliny są w pełnym rozkwicie - możemy zobaczyć na jaki kolor kwitną i odpowiednio dopasować gatunki kolorystycznie. Potrzebne jest słoneczne miejsce jednocześnie osłonięte od silnego wiatru. Dobrze komponują się z jałowcami, azaliami i różanecznikami.




Ja w sumie zasadziłam 28 wrzosów w kilku odmianach (najlepiej sadzić je w grupach - co najmniej po 3 sztuki z każdego gatunku, dzięki temu unikniemy 'pstrokacizny'). Poza tym zużyłam też trzy worki ściółki dla wrzosowatych (bardzo kwaśne podłoże - torfowe, ph 3,5-5), dwa worki ziemi kwiatowej uniwersalnej i dwa worki kory. Sadząc wrzosy i wrzośce koniecznie trzeba postarać się o porządne przygotowanie miejsca, w którym będą rosły. W związku z tym spędziłam cały pierwszy dzień na przekopywaniu, a właściwie wykopywaniu ziemi - usunęłam ją na głębokość ok. 20cm i zamieniłam na mieszankę podłoża torfowego, ziemi uniwersalnej i miejscowej ziemi. Później rozłożyłam agrowłókninę i porozstawiałam wrzosy na swoich miejscach. Przez cały następny dzień sadziłam rośliny i obsypywałam je korą (która dodatkowo będzie zakwaszała podłoże). Ważne jest żeby wrzosy sadzić w odległości ok. 15-25cm, przy czym większe gatunki mogą wymagać nawet 40cm wolnej przestrzeni na rozrost. 


Na koniec porządnie podlałam całość i gotowe. Po dwóch tygodniach postanowiłam dokupić jeszcze mikoryzę do wrzosowatych dzięki, której podobno będą rosły o wiele żwawiej (polecam firmę Mykoflor, z tego co wyczytałam to jedyny godny zaufania producent mikoryzy). Wystarczy przy każdej roślinie wykopać dwa niewielkie dołki zaraz przy korzeniach (ja użyłam grubego szpikulca, po prostu wbijałam w odpowiednie miejsce) i wycisnąć trochę żelu z butelki. Jedyne o czym teraz muszę pamiętać to przykrycie roślinek po pierwszych przymrozkach warstwą gałązek drzew iglastych (ci którzy się znają na temacie odradzają inne okrycia). 
Kilka przydatnych informacji o dalszej pielęgnacji wrzosów znajdziecie też tutaj.





Niestety zdjęcia nie oddają jak kolorowo i "jesiennie" wygląda te małe poletko. Jestem naprawdę zadowolona z efektów i polecam spróbować jeśli tylko znajdziecie odpowiednie miejsce ;)



Pozdrawiam i udanego tygodnia życzę :)

2 komentarze:

  1. Pięknie! Uwielbiam wrzosy! fajnie, że połączyłaś różne odmiany, bardzo podoba mi się efekt :)

    pastelowegroszki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Speckled Fawn , Blogger